Lancer był pierwszym samochodem, którym Mitsubishi wyruszyło na podbój Europy. Czy najnowsza, dziewiąta generacja zawojuje rynek równie skutecznie jak wcześniej Evo rajdowe szutry?
Czasy kiedy Lancer był po prostu wersją sedan Colta właśnie przechodzą do historii. Dziś kaliber Colta zmniejszył się do rozmiarów segmentu B. Zaś sam Colt ma więcej wspólnego ze Smartem Forfour niż swoim większym bratem, którego krewniak Evo jest marzeniem nie tylko kierowców rajdowych.
Nowy Lancer ma także przynajmniej jedno wspólne z bolidem Ferrari, którym Michael Schumacher nokautuje konkurentów. Kierownice dla obu pojazdów dostarczyłą ta sama włoska firma Momo. Same kółka mają jednak tyle wspólnego ze sobą co dziś Colt z Lancerem. Czyli... głównie znaczek.
Dziewiąta generacja Lancera właśnie wjeżdża do Polski. W wersji sedan, bo kombi znamy już od jesieni. Oznacza to koniec Carismy. A koniec Carismy to jednocześnie powrót do nazwy Lancer. Lepiej rozpoznawalnej - w końcu miała ponad 20 lat, żeby zadomowić się w świadomości Europejczyków. To przecież od Lancera marka trzech diamentów zaczynała w 1973 roku podbój Starego Kontynentu. Od tej pory kupiono tu 700 tys. tych pojazdów.
Tym razem gra idzie o 440 tys. dusz. To właśnie tyle Europejczyków rocznie kupuje kompaktowego sedana. Sytuacja jest przy tym lepsza niż kiedykolwiek: Fiat, Opel i Peugeot wycofali się z produkcji takich samochodów.
Cena 61 990 zł wygląda zachęcająco. Być może sprawi, że niektórzy japońscy konkurenci na nowo skalkulują swoje cenniki. Przyjemne wrażenie nie mija po przyjrzeniu się tablicy rozdzielczej - atrakcyjnej, ergonomicznej i dobrze wykończonej. Przednie fotele należą do tych, jakie chciałbyś mieć przed telewizorem podczas oglądania Euro 2004. W odróżnieniu od kilku konkurentów widać i czuć, że do ich konstrukcji zatrudniono nie tylko tapicerów, ale i znawców budowy kręgosłupa. Na tylnej kanapie przydałoby się jednak z 5 cm więcej miejsca na głowę. Skoro jesteśmy już przy centymetrach: Lancer ma 448 cm długości, 169,5 cm szerokości i 144,5 cm wysokości.
Na ile centymetrów (sześciennych) może liczyć silnik? 1584 lub 1997. W pierwszym przypadku oznacza to 98 KM okupionych średnio 6,7 litrami zużytego paliwa na każde 100 km. W drugim - 135 KM i 8,4 litra. Diesla na razie nie należy wypatrywać. Do słabszego silnika można zamówić - jako alternatywę dla ręcznej przekładni - automat z sekwencyjnym trybem zmiany biegów. Wszystkie koła zawieszono niezależnie - z przodu na tradycyjnych MacPhersonach, z tyłu na wielowahaczowej osi. Na właściciela wersji Sport czeka obniżone zawieszenie z dodatkowymi stabilizatorami. Za nią jednak trzeba będzie zapłacić 73 990 zł.
A co czeka w wyposażeniu standardowym kosztującej 61 990 zł podstawowej odmiany samochodu? Dwie czołowe poduszki powietrzne, ABS z EBD, klimatyzacja, centralny zamek, elektrycznie sterowane szyby (przednie oraz tylne) i boczne lusterka oraz regulowana tylko na wysokość (wstyd!) kolumna kierownicy.
Niestety, widok na Momo zarezerwowano jedynie dla droższej wersji Sport.
MITSUBISHI: TERMINARZ
Do 2007 r. Europejczycy ujrzą dziesięć zupełnie nowych samochodów z trzema diamentami na masce. Oto najważniejsze z nich:
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum