Dziesięcioletni Kuba potrzebuje 3600 złotych na nowy aparat słuchowy. Liczy na pomoc naszych Czytelników.
Był upał. Chłopiec chciał się ochłodzić w basenie rozstawionym na podwórku. Zdjął więc aparat słuchowy i położył na stole. Nagle jeden z jego dwóch piesków schwycił urządzenie w swoje zęby i zaczął się nim bawić. Aparat rozpadł się na drobne części.
- Kuba nie słyszy od urodzenia. Przez pięć lat w ogóle nie mówił. Wreszcie zaczął robić postępy. Bez aparatu znów zacznie tracić słuch. Chciałabym, żeby dobrze się rozwijał, ale nie stać mnie na zakup nowego aparatu słuchowego. Państwowy Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych sfinansuje mi zakup dopiero w 2010 roku. Liczy się jednak każdy miesiąc - opowiada Ewa Hodyniak, matka chłopca.
Pani Ewa samotnie wychowuje Kubę i jego trzech braci. Piąty, pełnoletni syn dopiero niedawno wyprowadził się z domu. Utrzymanie czterech chłopaków kosztuje. Nie uda jej się odłożyć 3 tys. zł ze jej małej pensji.
- Pracuję godzinę dziennie. W banku sprzątam. Za dwieście złotych miesięcznie. Starcza mi na to, żeby spłacać raty za kredyt, który wzięłam na remont mieszkania. Żadnej nowej pożyczki już jednak nie dostanę - mówi z płaczem.
Dwa lata temu Kuba również stracił aparat. Wyrwali mu go z ucha wandale. - Policja umorzyła sprawę z braku dowodów - mówi pani Ewa. Wówczas w zakupie tego urządzenia pomógł jej prezydent Ryszard Brejza i Społeczny Komitet Akcja Dobroczynna "Dać Dzieciom Radość" w Inowrocławiu.
Drogowcy chcą, żeby o chuligańskich wybrykach w autobusach, tramwajach czy na przystankach komunikacji miejskiej można było zawiadomić policję SMS-ami. - Czemu nie? Właściwie już teraz jest to możliwe - twierdzi rzeczniczka policji
Od połowy grudnia na przystankach, a także w tramwajach i autobusach bydgoskich przewoźników, czyli Miejskich Zakładów Komunikacyjnych, PKS-u i Mobilisu wiszą plakaty apelujące do pasażerów, by nie pozostawali obojętni, gdy są świadkami niszczenia siedzeń, wybijania szyb, czy wyrywania kasowników. Do akcji chce przyłączyć się kolejna firma - przewożąca na trasach podmiejskich "Kowalski i spółka", której autobusy jeżdżą pod marką "Forbus".
Na plakatach podane są numery telefonów na policję i do straży miejskiej z wezwaniem, żeby dzwonić, gdy tylko dzieje się coś złego.
Przewoźnicy, choć liczą na efekty społecznej akcji, mają jednak wątpliwości, czy pasażerowie będą chętni do współpracy.
- Rezultaty takiego apelu byłyby o wiele lepsze, gdyby pasażerowie mogli informować policję i straż miejską o zdarzeniach SMS-ami - uważa Tomasz Olejniczak z działu marketingu spółki "Kowalski i spółka". - Dzwonienie i głośne informowanie o bandytach jest niebezpieczne i może się źle skończyć dla sterroryzowanych pasażerów. Napisanie SMS-a może zostać niezauważone przez przestępców.
Ten pomysł spodobał się innym przewoźnikom, a także Zarządowi Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej. Wszyscy zgodnie twierdzą, że dzięki t...