"Przyprowadzili Mu głuchoniemego i poprosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy "Otwórz się!". Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić".
(Mk 7, 32-35)
Grupa wiernych, którą ks. Stanisław Gurba sprowadza do kościoła Św. Floriana w Stalowej Woli, lubi o tym Jezusowym cudzie słuchać najbardziej. Oni o tym cudzie nigdy nie słyszeli, ale widzą go zawsze, gdy kapłan im go w powietrzu rysuje. - Taki obraz, to nic trudnego, nawet dla początkującego tłumacza języka migowego - mówi ks. Stanisław Gurba. - Problemy zaczynają się, gdy wkraczamy w świat pojęć abstrakcyjnych, którym trudno znaleźć odpowiedniki w świecie fizycznym. Bywa kłopot z opisaniem ich w zrozumiały sposób słowami, a tu wszystko trzeba wyrazić gestami rąk, mimiką. Czasami przy tłumaczeniu biblijnych zawiłości można się nieźle spocić.
Młody wikary z parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Św. Jana Chrzciciela w Pysznicy, języka migowego nauczył się w seminarium. Dziś przyznaje, że najwięcej nauczył się od samych głuchoniemych, do których chodził z posługą, jako seminarzysta. Później przyszły święcenia i kolejne parafie, ale wszędzie wokół siebie gromadził głuchoniemych. I tak od kilku lat sam uczy się języka migowego i uczy go innych. Teraz w stalowowolskim dekanacie pomaga głuchoniemym odna... |