31-letni Rafał W. z Lublina chciał wyleczyć ubytek słuchu w prawym uchu. Jednak zabieg przeprowadzony w renomowanej lubelskiej Klinice Otolaryngologii Uniwersytetu Medycznego zakończył się dla niego fatalnie. Zamiast lepiej słyszeć na prawe ucho - ogłuchł.
- To miał być prosty, rutynowo wykonywany przez lekarzy z kliniki zabieg wstawienia protezy strzemiączka - opowiada Rafał W., który po fatalnym leczeniu nie może dojść do siebie. Nie słyszy na jedno ucho, cierpi na zaburzenia równowagi. O powrocie do pracy przedstawiciela handlowego nie ma nawet co marzyć. Nie ma tzw. słyszenia kierunkowego, więc prowadzenie auta w sytuacji, gdy nie wie, z której strony dobiega dźwięk, byłoby zagrożeniem dla niego i innych użytkowników dróg. - Gdybym wiedział, jak to się skończy, w życiu bym się na zabieg nie zdecydował. Mogłem dalej żyć z niedosłuchem głębokości ok. 50 db w prawym uchu. Chodziłbym z aparatem i bym słyszał. A tak cierpię, nic nie słyszę i zostanę bez pracy - gorzko stwierdza i dodaje, że ma żal do uniwersyteckiej Kliniki Otolaryngologii o to, że zamiast wyleczenia jego stan się pogorszył.
Rafał W. cierpi na otosklerozę. Z tego powodu miał niedosłuch w prawym uchu. Jednak, gdy lekarz dobierający aparaty osobom z ubytkiem słuchu, powiedział mu, że jego problem może rozwiązać prosty zabieg wstawienia protezy strzemiączka, długo się nie zastanawiał. - W klinice takich zabiegów wykonuję się bardzo dużo. To miała być tylko formalność. Dla mnie okazała się katastrofą, mimo ... |