Trójmiejskie magistraty zatrudniają tłumaczy języka migowego. Ale już na poczcie, w banku, czy na dworcu nikt nie zrozumie głuchoniemych i niesłyszących
Od poniedziałku "Gazeta" opisuje problemy niedosłyszących, głuchych i głuchoniemych mieszkańców Trójmiasta. Jak się okazuje, nie wszystkie pomorskie placówki kulturalne są otwarte na ich potrzeby. Tylko kilka zainwestowało w sprzęt dla osób niedosłyszących, ale nawet tam urządzenia nie działają jak należy. Problemy są także w kinach: polskie filmy wyświetlane bez napisów są dla nich niedostępne. - To ewidentna dyskryminacja - uważa Lidia Best z Europejskiej Federacji na rzecz Osób Niedosłyszących.
Wczoraj sprawdziliśmy sytuację w trójmiejskich magistratach. - Nie jest źle - mówi Joanna Wojdylak z gdańskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych. - W każdym urzędzie miejskim dyżuruje pracownik znający język migowy. Ale poziom tej umiejętności bywa różny, bo miganie nie jest łatwe. To język rządzący się innymi prawami niż polszczyzna, a jego naukę można porównać do nauki języka obcego.
Gdański Urząd Miasta zatrudnia po jednym tłumaczu w Zespole Obsługi Mieszkańców przy ul. Nowe Ogrody i w ZOM we Wrzeszczu przy ul. Partyzantów. - Dorota Burakowska i Małgorzata Łyczyszyńska pracują w godzinach pracy urzędu - mówi Dariusz Wołodźko z biura prasowego UM.
Jak mówi Dorota Burakowska z ZOM przy Nowych Ogrodach, są dni, gdy przychodzi nawet kilka osób niesłyszących. - Potrzebują odpisu dokumentów w Urzędzie Stanu Cy... |