W stanie Północna Karolina – Stany Zjednoczone zagineła 10 letnia niedosłysząca dziewczynka Zahra Baker. Zahra nosiła aparaty słuchowe, miała też protezę nogi po przebytym raku kości.
Zaginięcie córki zgłosił ojciec, podając policji, że Zahra prawdopodobnie została porwana, gdyż znalazł w swoim domu żądanie okupu. Sprawą poszukiwania zaginionej dziewczynki zajęła się policja. Jednak już po kilku dniach poszukiwania zostały zawieszone, a policja podjęła dochodzenie w sprawie zabójstwa Zahry.
Wszystko za sprawą przyznania się macochy dziewczynki Elisy Baker, że to ona sama napisała to żądanie okupu. Zostały jej postawione zarzuty o utrudnianie śledztwa. Macocha przebywała już wcześniej w więzieniu m.in. za kradzież, jazdę bez ważnego prawa jazdy oraz wypisywanie czeków finansowych bez pokrycia.
Policja dowiedziała się także, że pozostała rodzina dziewczynki nie widziała jej, co najmniej od miesiąca od dnia zaginięcia. Sąsiedzi i krewni Bakerów zeznali, że dziewczynka była okropnie traktowana przez macochę, Zahra była karana za byle głupstwa, często tez była zamykana w swoim pokoju, mogła wyjść z niego tylko w porach posiłku.
Policja wątpi, że uda się znaleźć dziewczynkę żywą. Cały czas trwają poszukiwania ciała i śledztwo. Ojciec przyznał, że jest możliwe, że jego żona jest zaangażowana w sprawię zniknięcia dziewczynki.
Ojciec dziewczynki przeprowadził się do USA z Australii w ubiegłym roku, swoją żonę poznał przez Internet, pobrali się w lipcu tego roku.
...
Filantropa, oddanego potrzebującym 70-letniego księdza, w środku dnia napadło trzech wyrostków. Policja szuka ich i nie może znaleźć
- Jest bardzo życzliwy, otwarty, szczery, niezwykle wrażliwy na krzywdę ludzką. Stąd jego wizyty i na dworcach, i w domach niepełnosprawnych. Wszędzie ksiądz jest. Na każdą prośbę. To jest osoba niezastąpiona. Szkoda, że to właśnie jego taka krzywda spotkała - opowiada Regina Blacharska z lubelskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych.
Inny znajomy księdza Ryszarda Tujaka opowiada nam anegdotę, jak to duchowny regularnie oddawał swoje dochody potrzebującym. - Nie zostawało mu ani grosza. Kuria musiała płacić za niego podatki - ze wzruszeniem przypomina sobie nasz rozmówca.
Ks. Tujak koloratkę nosi już 47 lat. Język migowy zna rok dłużej. W środę świętował 70. urodziny. Choć zdrowie już nie takie jak kiedyś, ks. Tujak nie zamierza rezygnować z posługi. A tą jest praca z niepełnosprawnymi, głównie głuchoniemymi. Kapłan świetnie tłumaczy i odprawia msze w języku migowym. Spowiada też osoby głuche. Oprócz niego w Lublinie aktywnie działa jeszcze tylko jeden duchowny znający język migowy.
Ksiądz jest chory na cukrzycę. W środę wybrał się do apteki w centrum miasta po insulinę. Wracając z apteki stąpał powoli, opierając się na lasce, w kierunku ul. Karmelickiej. W dłoni niósł czarną teczkę ze znakiem Polskiego Związku Głuchych.
Chciał pójść na skróty, więc zapytał o drogę chłopców, którzy stali przy Karmelickiej, tuż obok schodów kli...