Nigdy nie usłyszy szczebiotania swoich dwóch synów, delikatną twarz swojej żony pamięta z czasów, gdy miał jeszcze resztkę wzroku. Nie jest w stanie zobaczyć, komu w niedzielę rozdaje Komunię św. Peter Hepp – człowiek, który tracąc wzrok, odnalazł wiarę.
Miał wtedy 23 lata, zawód wyplatacza koszyków (którego nie cierpiał) i poczucie strasznej samotności, której nie byli w stanie zapełnić inni głuchoniemi znajomi. Przy każdej okazji kłócił się z Bogiem, a w chwilach załamania krzyczał wniebogłosy. Na Tego, który od dzieciństwa kazał mu żyć w małej niemieckiej wiosce Griesingen, w świecie absolutnej ciszy, a teraz także odbierał mu wzrok. To wtedy po raz pierwszy pomyślał o tym, żeby zostać diakonem. Pole widzenia Petera zwężało się stopniowo, ale rzadkiej choroby genetycznej zatrzymać się nie dało. Zespół Ushera, dotykający zaledwie pięć na sto tysięcy osób, odebrał mu ostatnią przepustkę do świata. Już jako niewidomy spotkał dziewczynę, która została jego żoną i osobistą przewodniczką. Przyjął święcenia diakonatu i jest dziś bodaj jedyną na świecie głuchoniewidomą osobą, która może chrzcić dzieci i rozdawać wiernym Komunię św.
Oto historia Petera Heppa – człowieka, który ujrzał Światło, kiedy jego oczy przestały widzieć.
Głuchota nie głupota
Od dziecka dziwiło go, że dorośli ciągle poruszają ustami. Aż do trzeciego roku życia, gdy pewna wizyta u lekarza uświadomiła rodzicom, że ich dziecko jest inne. Peter wspomina zatroskane wówczas spojrzenia otoczenia...
Głuchoniewidomy niemiecki diakon odwiedził Polskę promując swoją autobiografię pt. „Świat w moich dłoniach”. W Warszawie spotkał się z czytelnikami i opowiedział o swoich doświadczeniach głuchoniewidomego kapłana.
Peter Hepp urodził się jako osoba niesłysząca. W wieku niecałych 30 lat utracił również wzrok. To wydarzenie załamało go, przeszedł przez ciężką depresję, rozważał samobójstwo. Szczęśliwie pokonał depresję i po wielu staraniach udało mu się przejść kurs diakoński. W 2003 roku stał się pierwszym głuchoniewidomym kapłanem w niemieckim kościele. Ma żonę i dwóch synów. Napisał książkę, w której dzieli się swoimi doświadczeniami, jako osoby głuchoniewidomej.
- Gdy człowiek traci jednocześnie wzrok i słuch potrzebuje czegoś co rozświetli jego życie, czegoś bardzo ważnego, czego może się trzymać. Bez tego jest się samemu w mroku, a to naprawdę trudne do zniesienia. Dla mnie tym czymś jest religia – powiedział Peter Hepp na spotkaniu z czytelnikami.
W swojej opowieści podkreśla rolę społeczności lokalnej, która pomagała mu w jego drodze do akceptacji swojej podwójnej niepełnosprawności, jak również osobistych asystentów.
- Osoba głuchoniewidoma bez asystenta nie jest w stanie wykonywać samodzielnie pracy, ani poruszać się po mieście. Jego pomoc jest niezwykle ważna – powiedział Hepp.
Spotkanie z autorem zorganizowało Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym i wydawnictwo Credo, nakładem którego ukazała się autobiografia Heppa.