Osoby z niepełnosprawnością nie powinny mieć prawa do krótszej pracy, jeśli dofinansowanie za ich zatrudnienie zostanie zmniejszone - twierdzą pracodawcy.
Według projektu nowelizacji ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej osób niepełnosprawnych, dofinansowania do pensji pracowników z niepełnosprawnością w stopniu lekkim i umiarkowanym mają być stopniowo obniżane odpowiednio z 60 do 40 proc. i ze 140 do 100 proc. płacy minimalnej. Ponadto dopłaty mają stracić osoby z umiarkowanym i lekkim stopniem niepełnosprawności, które uzyskały prawo do świadczenia emerytalnego.
Choć ograniczenie finansowania jest koniecznie, aby PFRON mógł zachować płynność finansową, zmiany spotkały się z krytyką pracodawców. Podczas prac nad nowelizacją ustawy chcą oni wyjść z propozycją ograniczenia części przywilejów pracowniczych dla osób z niepełnosprawnością.
Wśród postulatów PKPP Lewiatan są m.in. zniesienie dodatkowego 10-dniowego urlopu dla pracowników z niepełnosprawnością i zmiana czasu pracy z siedmiu do ośmiu godzin dziennie. Wymiar pracy mógłby zostać obniżony o godzinę przez lekarza przeprowadzającego badania profilaktyczne.
Jak twierdzą przedstawiciele zrzeszającej przedsiębiorców prywatnych organizacji, takie rozwiązanie przyczyniłoby się do wzrostu zainteresowania osobami z niepełnosprawnością na rynku pracy. - Powinniśmy zlikwidować ustawowe bariery, które zniechęcają do ich zatrudniania – mówi Gazecie Prawnej Małgorzata Rusewicz z PKPP Lewiatan.
Będę musiała trzy miesiące na aparat słuchowy czekać. Dzięki Bogu ja mam jeszcze ten stary, który chcę wymienić. Współczuję tym ludziom, którzy go nie mają i tyle czasu nic słyszeć nie będą – mówi Zuzanna Wilk, która wczoraj rozpoczęła żmudną procedurę pozyskania aparatu słuchowego.
Teraz to i czekania i chodzenia więcej za tymi aparatami słuchowymi. Dobrze, że nogi jeszcze mam zdrowe, chociaż osiemdziesiąt lat już skończyłam – mówi Zuzanna Wilk. – Będę chodzić, a potem czekać. Nie ma innego wyjścia.
Pani Zuzanna to jedna z wielu ofiar ograniczenia wydatków NFZ na sprzęt ortopedyczny, do którego zalicza się też aparaty słuchowe.
Wniosek przyjdzie pocztą za trzy miesiące
Od 1 lipca osoby niedosłyszące nie mogą, tak jak wcześniej, od ręki dostać aparatu słuchowego.
– Pacjent przychodzi do nas. My odsyłamy go do NFZ. Tam zostawia wniosek o wydanie aparatu – mówi Sylwia Nalewajko z jednego z białostockich gabinetów audioprotetycznych.
Podstemplowany wniosek pacjent otrzymuje pocztą dopiero po trzech miesiącach. I wtedy znów musi rozpocząć wędrówkę po gabinetach protetycznych.
Wiele osób bez mrugnięcia okiem spełni warunki, ustalone przez NFZ. Nowoczesny, cyfrowy aparat słuchowy kosztuje ponad 2 tys. zł. Niewiele starszych osób stać na jego zakup.
Po załatwieniu wszelkich formalności jest szansa na refundację z NFZ. Fundusz daje 610 zł. W przypadku trudnej sytuacji materialnej Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie dokłada kolejne 8...