- Na obcojęzycznym filmie czytam napisy i wiem, o co chodzi. Polskie kino, pozbawione napisów, jest dla nas niedostępne - skarżą się inwalidzi słuchu, którzy czują się dyskryminowani. Dyrekcja gdyńskiego festiwalu filmowego chce im pomóc.
- Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam w kinie na polskim filmie - mówi Magdalena Wawrzyniak, która od lat ma problemy ze słuchem i nosi aparat słuchowy. - Na zagranicznych filmach musi mi wystarczyć czytanie napisów z listą dialogową. O odbiorze dźwięków nie ma mowy, bo żadne kino w Trójmieście ani w Polsce nie ma systemu wspomagania odbioru dla niedosłyszących. Najgorzej jest na polskich filmach. Nie mają napisów, więc niczego nie rozumiem - skarży się.
Osób z podobnym problemem: głuchych i niedosłyszących tylko na Pomorzu jest co najmniej pięć tysięcy. - Też często słyszę pytania, czemu nikt w kinie nie myśli o naszych potrzebach - przyznaje Elżbieta Gurska ze stowarzyszenia Effetha, które skupia osoby głuche i słabo słyszące.
Dlaczego nasze kina nie są przyjazne inwalidom słuchu?
Marta Czartoryska, rzecznik sieci Multikino: - My nastawiamy się na masowego odbiorcę. Systemy wspomagania słuchu to raczej rozwiązanie dla mniejszych kin - uważa. Dodaje, że jeśli dystrybutorzy polskich filmów zapewnią im kopie z napisami, to chętnie je pokażą i wypromują jako projekcje dla niesłyszących.
Przed laty w gdyńskim Multikinie przy okazji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych odbywały się specjalne pokazy dla niepełnosprawnych. N... |