Fatalna wiadomość dla osób niedosłyszących. Szanse na refundację aparatów słuchowych są bardzo małe, bo NFZ i MOPR nie mają na to pieniędzy. "W drugim kwartale tego roku NFZ na bieżąco wydawał pacjentom... wózki inwalidzkie" - odpowiada szefostwo Funduszu.
- Od kwietnia nie zrealizowałem u siebie wniosku na aparat dla dorosłej osoby. Ludzie się skarżą, dopytują i proszą o pomoc - opowiada Andrzej Rzepka, który prowadzi w Kielcach zakład Audioprotetyka z aparatami słuchowymi.
Podobnie jest w innych tego typu placówkach. - Narodowy Fundusz Zdrowia nie pozwala realizować tych zakupów, bo nie ma pieniędzy. Żale pacjentów spadają na nas - przyznaje Iwona Witek z Gabinetu Słuchu "Fono" w Kielcach.
Średniej klasy aparat słuchowy kosztuje 2,5 tys. zł. Raz na pięć lat pacjent może liczyć na refundację 560 zł. W tym roku pojawił się problem, bo NFZ przestał potwierdzać wnioski o pieniądze. Tym samym pacjenci musieli czekać albo kupić aparat z własnej kieszeni. - Na refundację mogą liczyć jedynie dzieci. A tymczasem przychodzi do nas mnóstwo niedosłyszących emerytów czy rencistów. Jeśli nie dostaną aparatu, nie będą mogli normalnie wyjść na zakupy - podkreśla Rzepka.
Wśród niedosłyszących jest również wiele osób pracujących. - Jednej z kobiet NFZ nie zrealizuje wniosku, więc czeka ją renta inwalidzka. Bez aparatu nie będzie mogła prawidłowo funkcjonować - tłumaczy Rzepka.
I dlatego w połowie sierpnia poprosił o wyjaśnienia dyrektorkę świętokrzyskiego...
Niestety nadal obowiązują przepisy, że dwa aparaty słuchowe mogą być dofinansowane z NFZ tylko dla uczniów i osób pracujących. Bezrobotny otrzymuje dofinansowanie tylko do jednego aparatu.
Agencja Ochrony Technologii Medycznych ma przyjrzeć się obowiązującym przepisom i skierować wniosek o ich zmianę.
Wspominano o tym na stronie [Kraków] dotacje tylko dla wybrańców
Niedosłyszący bezrobotni mogą zapomnieć o dofinansowaniu przez Narodowy Fundusz Zdrowia zakupu aparatów słuchowych. Osoba z obustronną wadą słuchu musi wydać na aparaty ok. 4 tys. zł. NFZ maksymalnie zwraca 1,5 tys. zł, ale pieniądze mogą otrzymać jedynie uczniowie i osoby pracujące.
Polski Związek Głuchych twierdzi, że te przepisy są absurdalne. Niedosłyszący bezrobotni, których nie stać na zakup aparatów, mają jeszcze bardziej utrudnione szanse na znalezienie pracy. NFZ zasłania się przepisami, wprowadzonymi przez Ministerstwo Zdrowia, które wyraźnie wskazują, kto może starać się o dofinansowanie.
Szansą dla niedosłyszących bezrobotnych jest obietnica złożona przez Agencję Ochrony Technologii Medycznych, która do końca roku ma zamiar przyjrzeć się obowiązującym obecnie przepisom i skierować wniosek o ich zmianę.
Maja Matejuk z Międzyrzeca Podlaskiego ma dwa lata. Jest uroczą i inteligentną dziewczynką. Ale nie słyszy. Na drugi implant ślimakowy rodzice muszą zebrać 30 tys. euro.
O tym, że Maja nie słyszy, Ewa i Marek Matejukowie dowiedzieli się w ubiegłym roku, zanim dziewczynka skończyła rok. – Zaczęła się gonitwa po lekarzach: audiolog, laryngolog, psycholog, neurolog. Badania słuchu wykonane zaraz po narodzinach Mai nie wykazały żadnych zaburzeń. Rozwijała się prawidłowo. Pięknie głużyła i reagowała, odwzajemniając nam uśmiechy. Wówczas nic nie wzbudzało podejrzeń. Do dziś nie znamy przyczyn choroby naszej córki i nie wiemy, czy Maja urodziła się ze swoim niedosłuchem, czy jest to niedosłuch postępujący, czy też schorzenie nabyte. Uszkodzenia słuchu Mai wynoszą około sto decybeli na każdym uchu, czyli w praktyce Maja nie słyszy – wyjaśnia Marek Matejuk, tata dziewczynki.
Rodzice wielokrotnie jeździli do specjalistów w Lublinie i Warszawie. Czas oczekiwania na badania i wizyty refundowane przez NFZ liczony był w tygodniach i miesiącach. Diagnozy lekarzy nie były jednoznaczne. W kwietniu ubiegłego roku Maja została przyjęta do Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie i zaczęła nosić wypożyczone aparaty słuchowe. – Nie pomagały. Podjęliśmy więc starania zmierzające do wszczepienia naszej córce implantu ślimakowego. W grudniu ubiegłego roku nasza córka przeszła operację w Międzynarodowym Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach – opowiadają Matejukowi...
Organizacje zrzeszające głuchych i niedosłyszących zaapelowały do minister pracy i polityki społecznej Jolanty Fedak o zwiększenie kwoty refundacji przyznawanej przez NFZ osobom, które kupiły aparat słuchowy, oraz uproszczenie procedury przyznawania środków na ten cel.
"Zgodnie z obowiązującymi przepisami osoba głucha, która korzysta z aparatu słuchowego, może się zwrócić do NFZ o refundację 560 zł, a następnie do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych o zwrot 150 proc. kwoty ustalonej przez NFZ" - powiedział PAP Józef Góralczyk z Małopolskiego Sejmiku Organizacji Osób Niepełnosprawnych.
Góralczyk powiedział, że zakup aparatu słuchowego to obecnie kwota rzędu 3-6 tys. zł.
Głusi i niedosłyszący domagają się także, by wniosek o aparat słuchowy był wypisywany nie przez lekarza laryngologa, ale przez protetyka słuchu. Chcą też częstej zmiany (przynajmniej raz na dwa lata) rozporządzenia ministra zdrowia, ustalającego dofinansowanie do zakupu aparatu słuchowego.
Pod apelem podpisało się jedenaście regionalnych oddziałów Polskiego Związku Głuchych.
W biurze prasowym ministerstwa pracy poinformowano PAP, że minister pracy nie ustala kwot refundacji. Związek Głuchych zaznaczył jednak, że pismo zostało skierowane do minister pracy, gdyż jej podlega PFRON. "Minister pracy powołuje prezesa PFRON-u, ale Fundusz ma osobowość prawną, własny budżet itd." - poinformowano PAP w biurze prasowym resortu.
Będę musiała trzy miesiące na aparat słuchowy czekać. Dzięki Bogu ja mam jeszcze ten stary, który chcę wymienić. Współczuję tym ludziom, którzy go nie mają i tyle czasu nic słyszeć nie będą – mówi Zuzanna Wilk, która wczoraj rozpoczęła żmudną procedurę pozyskania aparatu słuchowego.
Teraz to i czekania i chodzenia więcej za tymi aparatami słuchowymi. Dobrze, że nogi jeszcze mam zdrowe, chociaż osiemdziesiąt lat już skończyłam – mówi Zuzanna Wilk. – Będę chodzić, a potem czekać. Nie ma innego wyjścia.
Pani Zuzanna to jedna z wielu ofiar ograniczenia wydatków NFZ na sprzęt ortopedyczny, do którego zalicza się też aparaty słuchowe.
Wniosek przyjdzie pocztą za trzy miesiące
Od 1 lipca osoby niedosłyszące nie mogą, tak jak wcześniej, od ręki dostać aparatu słuchowego.
– Pacjent przychodzi do nas. My odsyłamy go do NFZ. Tam zostawia wniosek o wydanie aparatu – mówi Sylwia Nalewajko z jednego z białostockich gabinetów audioprotetycznych.
Podstemplowany wniosek pacjent otrzymuje pocztą dopiero po trzech miesiącach. I wtedy znów musi rozpocząć wędrówkę po gabinetach protetycznych.
Wiele osób bez mrugnięcia okiem spełni warunki, ustalone przez NFZ. Nowoczesny, cyfrowy aparat słuchowy kosztuje ponad 2 tys. zł. Niewiele starszych osób stać na jego zakup.
Po załatwieniu wszelkich formalności jest szansa na refundację z NFZ. Fundusz daje 610 zł. W przypadku trudnej sytuacji materialnej Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie dokłada kolejne 8...
Na Dolnym Śląsku mieszka 300 tysięcy niepełnosprawnych. We Wrocławiu - 80 tysięcy. I zaledwie 640 wrocławian dostanie do końca roku dopłaty do wózków inwalidzkich, protez, aparatów słuchowych czy komputerów.
Zdecydowana większość, bo ponad 2700 chętnych, nie pojedzie na wczasy rehabilitacyjne, a tylko 28 osób dostanie pieniądze na usunięcie barier architektonicznych w mieszkaniach - tak, by mogli w miarę swobodnie się poruszać.
Wszystko dlatego, że Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przekazał na ten rok o prawie 3 mln zł mniej Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej we Wrocławiu.
Jacek Sutryk, dyrektor MOPS-u we Wrocławiu, wylicza, że dwa lata temu jego instytucja miała do dyspozycji 9,6 mln zł, w ubiegłym roku - 7,4 mln zł, a w tym - tylko 4,7 mln zł.
- I jeszcze musimy się tymi pieniędzmi podzielić z wydziałem zdrowia urzędu miejskiego. A potrzeby naszych podopiecznych są dużo wyższe. Te, których nie jesteśmy w stanie zrealizować, sięgają 9,5 mln zł - ubolewa Sutryk.
A to oznacza, że większość osób będzie musiała poczekać na sprzęt albo go sobie kupić za własne pieniądze.
W pierwszej kolejności sprzęt służący do rehabilitacji lub ortopedyczny dostaną osoby, które są czynne zawodowo lub ci, którzy się uczą. Albo dzieci. Pozostali - czyli renciści lub emeryci - muszą czekać na przyszły rok.
- Nikt dorosły nie dostał w tym roku dofinansowania do aparatu słuchowego. Wyłącznie dzieci - potwierdza Anna Derewicka, protetyk z poradni dla niesłyszącyc...
Nowa inicjatywa Małopolskiego Sejmiku Organizacji Osób Niepełnosprawnych. Jej członkowie chcą wprowadzenia zasady jednego wniosku na zaopatrzenie w aparat słuchowy dla jednej osoby, do końca jej życia.
Niedosłysząca osoba, zaopatrująca się w aparat słuchowy, ma zazwyczaj powyżej 55 lat. W celu uzyskania refundacji, musi przejść prawdziwy tor przeszkód, składający się średnio z 10 wizyt. Stwierdzenie przez lekarza laryngologa nieodwracalnej wady słuchu nie zwalnia osoby niepełnosprawnej z konieczności powtarzania tej uciążliwej procedury co 5 lat. Taki jest bowiem okres, po którym możliwa jest wymiana starego, refundowanego aparatu na nowy.
Nasze społeczeństwo starzeje się, a tym samym zwiększa się zapotrzebowanie na aparaty słuchowe. W Polsce jest ok. 4 miliony osób niedosłyszących, w większości są to emeryci i renciści. Powstaje coraz więcej punktów protetycznych, oferujących aparaty słuchowe. Taka sytuacja wpływa z pewnością na wzrost konkurencji na rynku, podwyższenie jakości oferowanych produktów oraz obniżkę ich ceny. Niestety rodzi ona również chęć szybkiego zysku i ryzyko korupcji.
Sprzyja temu skomplikowane prawo. Dlatego Małopolski Sejmik Organizacji Osób Niepełnosprawnych złożył do Minister Zdrowia, pismo z prośbą o wprowadzenie zasady jednego wniosku na zaopatrzenie w aparat słuchowy dla jednej osoby, do końca jej życia. Wyżej wymieniona zasada pozwoli uprościć procedurę zaopatrzenia, czyniąc ją jednocześnie mniej podatną na korupcję.