- To, że mogę się dzisiaj wypowiedzieć, świadczy o tym, że Europa jest rzeczywiście Europą różnorodności, tolerancji i braku barier. To szansa dla osób z niepełnosprawnością - mówił Adam Kosa, pierwszy głuchoniemy europoseł w historii Parlamentu.
Podczas porannej sesji obrad, Jerzy Buzek poprosił o głos węgierskiego posła, A. Kosa'ę. Minęła sekunda, dwie, trzy, a ze słuchawek nie wydobywał się żaden dźwięk. - Chyba coś jest nie tak - myślę, poruszam kable i dociskam wtyk, sprawdzając czy wszystko działa. Wydaje się, że wszysko jest ok, więc ściągam słuchawki i oprócz czyjegoś kaszlu, szelestu reklamówek oraz przenikliwej ciszy nic słyszę. Czyżby coś się stało?
Po dłuższej chwili z głośników wydobywa się głos kobiety i po pierwszych słowach dochodzę do wniosku, że to chyba język węgierski (chyba tylko dlatego, że kompletnie nic nie rozumiem). Po chwili dołącza do niej tłumaczka. Z lekkim uśmiechem zasiadam wygodniej w fotelu i czekam na skutki wielkiej gafy naszego przewodniczącego. - Ha! - myślę sobie. - Jeżeli już pierwszego dnia nie umie odróżnić "kolegi" od "koleżanki" to co będzie za miesiąc, rok, dwa lata... Zakładam ponownie duże, okrągłe słuchawki i wsłuchuję się w głos, który tłumaczy wszystko na żywo. Nagle mina mi rzędnie, wstaję rozglądam się i widzę....
Tłumaczki tłumaczą gesty Kosa'y na język węgierski, z którego tłumaczony on jest na poszczególne języki. / Fot. Paweł KiliańskiDokładnie w trzecim rzędzie od końca stoi mężczyzna, ok. ... |