Opera, Filharmonia i Teatr Muzyczny wydały miliony na sprzęt wspomagający odbiór widzów niedosłyszących. - Dla wielu z nas jest bezużyteczny - mówią niedosłyszący. Teatry Miejski i Wybrzeże nie mają im nic do zaoferowania.
Magdalena Wawrzyniak z Gdyni problemy ze słuchem ma od dziewięciu lat. Dziś jest osobą niedosłyszącą, nosi aparat słuchowy. Jak mówi, odkąd przestała normalnie słyszeć, trójmiejskie kina i teatry są dla niej niedostępne. Mimo że Opera Bałtycka, Filharmonia na Ołowiance i gdyński Teatr Muzyczny zainwestowały prawie 2 mln w system wspomagający słyszenie.
Teatr Muzyczny w 2004 r. wydał milion zł (900 tys. z PFRON, 100 tys. własnych środków) na 18 słuchawek wspomagających słyszenie osób niedosłyszących i dwie dla głuchoniemych.
- Dobór sprzętu był konsultowany z PFRON i jego ekspertami. W miesiącu korzysta z niego od 10 do 30 osób - mówi Małgorzata Kurnatowska, rzecznik Muzycznego.
- Ja też próbowałam, ale nie mogłam ustawić częstotliwości. Nic nie słyszałam, a panie z teatru bezradnie rozkładały ręce - mówi Magdalena Wawrzyniak. Dodaje też, że na Sali Kameralnej brakuje jakichkolwiek udogodnień dla niepełnosprawnych.
Elżbieta Gurska, prezes gdyńskiego stowarzyszenia Effetha skupiającego osoby głuche i niedosłyszące mówi, że do niej też docierają podobne sygnały. - Mój mąż, również niedosłyszący, na organizowanej w Muzycznym gali "Gdynia bez barier" skarżył się, że sprzęt nic nie daje. Choć parę lat temu z niego korzystał.
Dlaczeg... |