Kasjerki, pracownice hali. 17 kobiet. Głuchonieme. Pracują w Carrefourze na Zielonych Wzgórzach.
Gdy kasjerka przykłada towar do czytnika, ten wydaje charakterystyczny odgłos - pika. Wtedy wiadomo, że towar został zeskanowany - klient za niego na pewno zapłaci. A jeśli kasjerką jest osoba głucha?
- Trzeba położyć rękę na blat obok taśmy. Gdy towar jest skanowany, blat drga - tłumaczy Maryla Zagierska, kasjerka w hipermarkecie Carrefour, która nie słyszy.
Pomysł na zatrudnienie głuchoniemych przyszedł z Warszawy. Okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Białystok też chciał więc spróbować. Szefowie są zadowoleni z głuchych.
- Zawsze można na nich polegać, są bardzo dokładni - chwali Bernadeta Szyperek, kierowniczka kas.
Choć bywają i nieporozumienia. Barierą jest oczywiście język. Brak swobodnej komunikacji. Klienci mają przecież pytania, ale na szczęście zawsze można liczyć na pomoc tłumacza.
Mniejszy stres mają pracownice hali. Układają towar na półkach, porozumieć się muszą tylko z kierownikiem i współpracownikami. Inaczej kasjerki. One muszą wiedzieć, jak rozmawiać z klientem, jak dać im znać, ile mają zapłacić, jak powiedzieć zwykłe "dzień dobry”.
- Ja się po prostu uśmiecham - odpowiada Maryla Zagierska. Choć nie słyszy, to świetnie mówi. I jak sama przyznaje - dzięki pracy w hipermarkecie rozkwitła.
- Głuchemu ciężko znaleźć pracę. Każdy się boi nas zatrudnić - mówi. I wspomina swoje wcześniejsze firmy, gdzie praca była ciężka, zarobki... |