Niesłysząca dyplomatka oskarżyła brytyjski MSZ o dyskryminację. Jeśli wygra sprawę w sądzie pracy, Foreign Office będzie musiał szerzej otworzyć się na osoby niepełnosprawne
Jane Cordell wróciła w styczniu do Londynu z placówki w Warszawie, gdzie jako pierwszy sekretarz ambasady odpowiedzialna była za sprawy polityczne. W Polsce znało ją bardzo wielu polityków i dziennikarzy, zajmowała się m.in. udziałem polskich wojsk w misji w Afganistanie i negocjacjami w sprawie tarczy antyrakietowej.
We wszystkich spotkaniach towarzyszyła jej zawsze tłumaczka z języka migowego, która wyjaśniła dyplomatce w języku migowym to, co mówili jej rozmówcy. Pracę tłumaczki opłacał brytyjski MSZ.
Po powrocie z Warszawy Cordell miała wyjechał na stanowisko wiceambasadora do Kazachstanu. Brytyjski MSZ wycofał jednak jej nominację, gdyż nie chciał już ponosić dodatkowych kosztów jej pracy zagranicą. Co było standardem w Polsce, w Kazachstanie okazało się barierą nie do pokonania.
Zmuszony do cięcia kosztów Foreign Office uznał, że opłacenie tłumaczy wykracza poza ustawowe zobowiązania pracodawcy. Choć w przepisach nie ma limitu na dodatkowe koszty utrzymania dyplomatów, to mówi się wyraźnie, że muszą się one mieścić w granicach rozsądku.
Ministerstwo wyliczyło, że wysłanie niesłyszącej Cordell na placówkę do Astany obciąży budżet państwa o dodatkowe 300 tys. funtów rocznie. I uznało, że to powyżej granicy zdrowego rozsądku.
Cordell nie zgadza się z argumentami urzędu. Jej zdaniem ... |