Filantropa, oddanego potrzebującym 70-letniego księdza, w środku dnia napadło trzech wyrostków. Policja szuka ich i nie może znaleźć
- Jest bardzo życzliwy, otwarty, szczery, niezwykle wrażliwy na krzywdę ludzką. Stąd jego wizyty i na dworcach, i w domach niepełnosprawnych. Wszędzie ksiądz jest. Na każdą prośbę. To jest osoba niezastąpiona. Szkoda, że to właśnie jego taka krzywda spotkała - opowiada Regina Blacharska z lubelskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych.
Inny znajomy księdza Ryszarda Tujaka opowiada nam anegdotę, jak to duchowny regularnie oddawał swoje dochody potrzebującym. - Nie zostawało mu ani grosza. Kuria musiała płacić za niego podatki - ze wzruszeniem przypomina sobie nasz rozmówca.
Ks. Tujak koloratkę nosi już 47 lat. Język migowy zna rok dłużej. W środę świętował 70. urodziny. Choć zdrowie już nie takie jak kiedyś, ks. Tujak nie zamierza rezygnować z posługi. A tą jest praca z niepełnosprawnymi, głównie głuchoniemymi. Kapłan świetnie tłumaczy i odprawia msze w języku migowym. Spowiada też osoby głuche. Oprócz niego w Lublinie aktywnie działa jeszcze tylko jeden duchowny znający język migowy.
Ksiądz jest chory na cukrzycę. W środę wybrał się do apteki w centrum miasta po insulinę. Wracając z apteki stąpał powoli, opierając się na lasce, w kierunku ul. Karmelickiej. W dłoni niósł czarną teczkę ze znakiem Polskiego Związku Głuchych.
Chciał pójść na skróty, więc zapytał o drogę chłopców, którzy stali przy Karmelickiej, tuż obok schodów kli... |