Białystok: Spotkanie tych, którzy odzyskali słuch po operacji w białostockiej klinice
Nie wyobrażam sobie życia bez implantu. Straciłam słuch z dnia na dzień i pamięć o tym, że słyszałam, nie pozwalała mi funkcjonować w świecie ciszy – mówi Bożena.
Bożena jest pierwszą pacjentką białostockiej Kliniki Otolaryngologii, której wszczepiono implant ślimakowy. Zabieg odbył się w styczniu 2006 roku. Do dziś lekarze pomogli odzyskać słuch dwudziestu kolejnym osobom. W piątek spotkali się w Białymstoku.
Ratunek dla głuchych
Wszczep ślimakowy jest protezą narządu słuchu, przeznaczoną dla ludzi z głębokim niedosłuchem lub głuchotą, którym nie pomagają aparaty słuchowe. Stwarza możliwość powrotu do świata dźwięków dla wielu osób z całkowitą głuchotą, które nie słyszały od urodzenia lub straciły słuch w wieku późniejszym.
Bożena słuch straciła po zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych. Półtora roku w kompletnej ciszy było dla niej nie do zniesienia. Dlatego gdy usłyszała o możliwości operacji w białostockiej klinice, nie wahała się ani chwili. Dzisiaj, trzy lata po zabiegu, jest szczęśliwa, że słyszy, choć tylko na jedno ucho – to z implantem.
– Oczywiście, że część problemów pozostała, ale nie ma to żadnego porównania z tym, co było, gdy nie słyszałam wcale – zapewnia kobieta. – Moja rehabilitacja ciągle trwa.
Potrzebna kwalifikacja
– Pacjenci, którzy niedawno stracili słuch i mają go w pamięci, najszybciej się rehabilitują ̵...
Będę musiała trzy miesiące na aparat słuchowy czekać. Dzięki Bogu ja mam jeszcze ten stary, który chcę wymienić. Współczuję tym ludziom, którzy go nie mają i tyle czasu nic słyszeć nie będą – mówi Zuzanna Wilk, która wczoraj rozpoczęła żmudną procedurę pozyskania aparatu słuchowego.
Teraz to i czekania i chodzenia więcej za tymi aparatami słuchowymi. Dobrze, że nogi jeszcze mam zdrowe, chociaż osiemdziesiąt lat już skończyłam – mówi Zuzanna Wilk. – Będę chodzić, a potem czekać. Nie ma innego wyjścia.
Pani Zuzanna to jedna z wielu ofiar ograniczenia wydatków NFZ na sprzęt ortopedyczny, do którego zalicza się też aparaty słuchowe.
Wniosek przyjdzie pocztą za trzy miesiące
Od 1 lipca osoby niedosłyszące nie mogą, tak jak wcześniej, od ręki dostać aparatu słuchowego.
– Pacjent przychodzi do nas. My odsyłamy go do NFZ. Tam zostawia wniosek o wydanie aparatu – mówi Sylwia Nalewajko z jednego z białostockich gabinetów audioprotetycznych.
Podstemplowany wniosek pacjent otrzymuje pocztą dopiero po trzech miesiącach. I wtedy znów musi rozpocząć wędrówkę po gabinetach protetycznych.
Wiele osób bez mrugnięcia okiem spełni warunki, ustalone przez NFZ. Nowoczesny, cyfrowy aparat słuchowy kosztuje ponad 2 tys. zł. Niewiele starszych osób stać na jego zakup.
Po załatwieniu wszelkich formalności jest szansa na refundację z NFZ. Fundusz daje 610 zł. W przypadku trudnej sytuacji materialnej Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie dokłada kolejne 8...
Nie wzywają na interwencje, choć mogą. Białostoczanie nie korzystają z infolinii dla głuchoniemych. Jest ona bepzpłatna. Za jej pośrednictwem można wezwać straż miejską lub policję.
Istnieje od trzech miesięcy. Mimo to, nikt jeszcze nie wzywał przez nią pomocy.
Infolinia obsługiwana jest przez Straż Miejską w Białymstoku. Dzięki niej głuchoniemi mogą poprosić o interwencję za pomocą SMS-a. Poważniejsze zgłoszenia zostaną przekazane policjantom.
- W treść SMS-a wystarczy wpisać, czego dotyczy interwencja - powiedział Jacek Pietraszewski, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Białymstoku. - A następnie trzeba go wysłać na bezpłatny nr tel. 600 900 986. Treść wyświetli się na monitorze u naszego dyżurnego. Jeśli interwencja będzie w ramach naszych kompetencji, zajmiemy się tym, jeżeli innych instytucji - np. policji lub departamentu - przekażemy ją tam. W takiej sytuacji dyżurny powiadomi o tym osobę, która wysłała zgłoszenie. Tę informację również otrzyma SMS-em.
Jest to bezpłatna infolinia przeznaczona tylko dla głuchoniemych. Pozostałe osoby nadal mogą korzystać z numeru alarmowego 986.